|
czwartek, 24 lutego 2011
Nieślubne dziecko oportunizmu
Wszyscy jesteśmy, w większym lub mniejszym stopniu, oportunistami. Gdy grymaśny los rzuca nam przed nos kolejne w życiu okazje, najpewniej nie przejdziemy obok nich obojętnie. Ciężko powiedzieć, czy to pozostałości niegdyś zwierzęcego instynktu nakazujące nam "brać póki ciepłe", czy też suma sumarum ewolucji człowieka. Może niepotrzebnym jest doszukiwanie się jakichkolwiek podstaw tej postawy, gdyż jest ona całkowicie uzasadniona. Przecież każdy chce, by było mu jak najlepiej, najwygodniej, by nie zaznał niedostatku. Jednakowoż, zgodnie z definicją oportunizmu, wiąże się on jednoznacznie z brakiem pewnych niezmiennych zasad, podług których w życiu by się postępowało. Nasuwa się zatem myśl o człowieku pozbawionym silnego charakteru, który nie jest w stanie ustalanych przez samego siebie zasad, zwyczajnie utrzymać. Owa osoba bez zasad, wciąż będzie starała się wygiąć, dopasować do panujących wokół niej okoliczności, warunków zarówno społecznych jak i politycznych. I tu moi drodzy, dziarskim krokiem wkracza (krokiem wkraczać? kolokwializm ot co!) nieślubny synalek oportunizmu - konformizm. Po swym zacnym krewniaku odziedziczył co się dało. Otóż jak zapewne każdy, nie będący w tej kwestii laikiem człowiek, wie, iż dostrzec tu można w znaczym stopniu wspomniane wyżej pokrewieństwo. Dorosły na dziś konformizm, tak jak oportunizm, polega w pewnym sensie na dostosowywaniu się do panujących wkoło warunków. Jednak jak w przypadku oportunizmu i jego niewątpliwego powiązania z instynktami zachowawczymi, tym razem mamy do czynienia z czymś bardziej prowincjonalnym - ciężko co prawda nazywać cokolwiek poniżej instynktu prowincjonalnym, ale jednak - Swoista degradacja, o czym już wkrótce. Tak jak poprzednio chciałbym zauważyć, jak mocno wkradł się w nasze życia konformizm, co gorsza - znacznie bardziej, niż oportunizm. Co by laików nie zrażać, czym prędzej zatem tłumaczę: Konformizm cechuje podatność przykładowego Kowalskiego na zachowania osób go otaczających, a dosadniej mówiąc - wpływ innych na zachowanie i byt Kowalskiego. Pozbawiony rówieśników różnej maści (czy to rodziców, czy przyjaciół, czy współpracowników) byłby tylko zwykłym Kowalskim - a właściwie NIEzwykłym Kowalskim, którego żadna osoba trzecia nie wykreowała. Plugawy potomek oportunizmu plądruje i przekształca nasze zwyczaje i zachowania tak, by jak najbardziej pasowały one do zachowań grupy ludzi, wśród której dane nam jest żyć. Konformizm przysparza nam jednak przyjaciół, rówieśników... Ten jad węża działa niczym afrodyzjak, niczym wspaniała szata... wspaniała maska... Bo prawda jest taka, że człowiek jest prawdziwym sobą tylko wtedy, gdy zostawiony jest sobie sam. Dotknięty choćby raz magiczną różdżką konformizmu pozostanie w swej, odległej od prawidzwiej, postaci, bo któż normalny odwróciłby się plecami od owej magicznej ułudy swego żywota...
środa, 23 lutego 2011
Niewolnicy schematów
Dość trudny do przełknięcia tytuł, ale z jeszcze większym trudem muszę przyznać, iż jest to jedno z najkrótszych sformułowań jakim można opisać ludzkość, a przynajmniej nasze najbliższe społeczeństwo. Schematyzm wkrada się małymi kroczkami w nasze życie niewiele po narodzinach, i niczym larwa przepoczwarza się do swej dorosłej, silnie zakorzenionej postaci. Niestety, ale poprzednie pokolenia wywierają na nas już od dzieciństwa tak duży wpływ, że ciężko ową larwę wykorzenić. Pogrążamy się coraz to bardziej w nudnych, wręcz trywialnych żywotach, w niczym nie różniących się od cudzych. Niemal każdy jeden sposób, w jaki postępujemy, jest odgórnie narzucony, a my w swej prostocie nie jesteśmy w stanie znaleźć alternatywy. Dotyczy się to nawet tak banalnych czynności jak sposób, w jaki mamy myć zęby, gdzie odłożyć szczoteczkę, którą stroną szosy należy się przemieszczać, co należy mówić, czego nie wypada robić, komu należy się szacunek, czym i w jaki sposób mamy podetrzeć tyłek i temu podobne. Być może to wyolbrzymienie, być może to przesada, tak mówić - czy też pisać. Być może po prostu wszelkie nasze obecne działania, a właściwie sposób w jaki te czynności wykonujemy, to owoc ewolucji i chęci doskonalenia gatunku i szukania szeroko pojętego optimum. Być może... a może po prostu staliśmy się niewolnikami schematyzmu i w swej prostocie nie potrafimy nawet dostrzec tak oczywistego faktu, że po części to my sami tak naprawdę poimy tą naszą wewnętrzną larwę? Bo po co iść pod prąd? Bo po co się przeciwstawiać światu? Bo po co być innym, niepowtarzalnym? Przecież może być o wiele łatwiej, przecież nie trzeba się męczyć, przecież można szczekać jak pies pośród psów... Bez wstępu zacząć sztuka
W tej właśnie chwili zmagam się z jednym z odwiecznych problemów, jakimi trudził się człowiek, odkąd w stanie był ogień wykrzesać, a mianowicie - jak do tego mam się zabrać? Idea była przednia, na "papier" myśli przelać, ot co! Ciężko co prawda zapis bitów na ciekłokrystalicznym ekranie papierem nazwać, ale jako że z natury człowiekiem jestem, nie będę to swoistą metaforą dłużej sobie głowy zawracał. Jak by doświadczony polonista przyuczył, wypowiedź każdą od wstępu zacząć wypada. Ja jednak uosobieniem nietypowym się cechuję, więc czym prędzej ostatnią naukę wyimaginowanego polonisty pominę. Przeszedłbym od razu do tematu, jednakże jako tako tematu w tym dziewiczym wpisie brak. Zapewne, gdybym był potencjalnym czytelnikiem tych oto wypocin, zastanawiałbym się co właściwie autor zamierza tutaj tworzyć - Otóż sam nie jestem tego pewien, aczkolwiek coraz częściej znajduję w swym, jakże krótkim życiu, czas na rozważania wszelakiej maści. I najpewniej stąd wziął się - na chwilę obecną niepewny - pomysł by sięgnąć po taki środek jak blog. Czas pokaże, czy będzie to epitafium godne Rzymu... |
Blog satryczno-egzystencjonalny o nietypowym podejściu do tematu Autor: Death.drinks.Tea Prawdziwy nick: Phobos A imię jego: Radek Shoutbox dla odwiedzających: LoadingGry online
|